Coś na niedzielę – dziecko w kościele

Czy dziecko do kościoła w ogóle powinno chodzić? Jaki jest tego sens i jak rodzice powinni się do tego przygotować, by nie spalić się ze wstydu, oto moje doświadczenia, które mogą stać się wskazówkami.

Oczywiście każde dziecko jest inne, ale może się okazać, że podobne postępowanie może przynieść efekty.

Często dzieci nie mają pojęcia gdzie są i po co właściwie. Jak sprawić, by dla dzieci pobyt nie był męką, a rodzice nie czuli na sobie wzroku przerażonych aktywnością dziecka wiernych? 

Kiedy nie miałam jeszcze dziecka widok rodziców i dziecka na mszy świętej wydawał się być sprawą oczywistą, nie miałam pojęcia, że może to kosztować masę wyrzeczeń i stresów. Bo jak wytłumaczyć innym wiernym, nie posiadającym dzieci, że dziecko – nie usiedzi,chce pić, sikać, skakać albo gadać po prostu.

Z mojej perspektywy ( katecheta) jest to sprawa jeszcze trudniejsza. Rodzice uczniów mogą brać zachowanie moich dzieci „pod lupę” .

Kiedy Starsza Ikra była mała wyjście z Nią na mszę św. wcale nie było utrudnieniem, przecież spała jedynie w wózku. Najedzona zupełnie nie przeszkadzała ani nam, ani innym ludziom.

Trudniejsze chwile zaczęły się później. Pierwsze kroki, pierwsze słowa również „szlifowane” na niedzielnej mszy św. W tym momencie zaczęliśmy wybierać mszę św. dla dzieci, by nasza pociecha nie przeszkadzała innym ludziom w skupieniu. Mój pobyt na mszy koncentrował się na tym, by Starsza Ikra nikomu nie przeszkadza. A nie było to wcale proste, bo okupione chodzeniem za nią krok w krok.

Nie raz nie dwa denerwowałam się, że nie chce być cicho, że zwraca na siebie uwagę, a przez to i ja mogę być postrzegana jako mama, która nie potrafi zapanować nad  własnym dzieckiem – wstyd się przyznać, ale nie mając dziecka i obserwując ludzi przychodzących z własnymi rozbrykanymi dziećmi do kościoła takie myślenie pojawiało się i w mojej głowie. Stąd wiem co mogą myśleć o mnie Ci którzy dzieci nie posiadają  albo Ci którzy dzieci do kościoła nie zabierają.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak było i ze Starszą Ikrą. Kiedy opanowała sztukę chodzenia i mówienia przyszedł czas na bunt. Bunt, że czegoś w kościele nie wypada robić. Skakać, krzyczeć, biegać czy chować się za ołtarz z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Tak przetrwaliśmy kolejne ciężkie chwile,

Nadszedł czas, kiedy bywają msze na których Starszej Ikrze nie mogę absolutnie niczego zarzucić. Myślę jednak, że ta idylla nie potrwa długo- Młodsza Ikra ma coraz większą chęć wyskoczenia z wózka, stąd nie dłużej, jak za miesiąc będę ganiać i Młodszą.

Widuję rodziców, którzy „łapią się ” wszelkich sposób, by dziecko zachowywało się odpowiednio w miejscu sakralnym. Picie, jedzenie, zabawki to wszystko jest na porządku dziennym. Ja zwolenniczką takich myków nie jestem, bo chcę, aby moje dzieci od początku wiedziały, że kościół jest miejscem w którym pewnych rzeczy nie wypada robić.

Chcesz jakoś przetrwać- mam kilka złotych rad 😉

Pamiętaj, że zdecydowana większość rodziców przechodziła to przed Tobą, a po Tobie dojdą jeszcze inni.

Trzeba przetrwać i pamiętać o tym, że sam fakt przyprowadzenia dziecka na niedzielną mszę świętą jest faktem godnym podziwu, gdyż rodzice chcą pokazywać dziecku te wartości, którymi sami żyją.

W końcu w każdym trudnym momencie buntu czy krzyku należy sobie przypomnieć słowa Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, nie zabraniajcie im, bo do takich należy KróleStwo Boże.” i mocno się ich trzymać, w końcu nie dla ludzi, a właśnie dla Jezusa jesteś w kościele, nieprawdaż?

DSCF1836

Reklamy

22 thoughts on “Coś na niedzielę – dziecko w kościele

  1. Zaneta pisze:

    Zawsze przerazal mmie widok dzieci ktorej juz mowily czyli nie te ciagle we wozku poniewaz wlurzalo mnie ciagle darcie piski itd. Teraz gdy juz jestem Matka nie przeszkadza.mi to gdyz wiem ze i moje dziecko czasem tak sie zachowuje. Jednak dopiero od niedawna zabieram.ja do kosciola
    Ma 4 lata wczesniej byly to bardzoej swieta lub lato gdzie mozna przebywac na zewnatrz. Teraz wiem i rozumiem ludzi starszych ktorzy chca modlic sie w ciszy 🙂 nie potepiam poniewazn mnie to juz nie przeszkadza ale kiedys razilo strasznie 🙂

    Polubienie

  2. Kasia7212 pisze:

    mieszkam na wsi i u nas nie ma mszy dla dzieci :/ niestety nie chodzę z synkiem do Kościoła, ponieważ On nie umie usiedzieć na miejscu, biega i hałasuje, a Ksiądz tego nie toleruje, ostatnio nawet wyprosił moją koleżankę z Kościoła i powiedział, że jak chce to może z dzieckiem być na dworze

    Polubienie

  3. Justyna Rojek pisze:

    Ja chodzę z dziećmi do salki a latem stoję po prostu przed nią. Starsza jest już na tyle duża ,że można jej pewne kwestie wytłumaczyć. Młodsza to istny wulkan energii nad którym ciężko jest zapanować dlatego by nie narażać siebie ani jej wolę postać przed przedsionkiem. Choć były sytuacje,że stała ze mną w kościele i jakoś dałyśmy radę. Bo fakt może nie płacze i nie piszczy ale biega i niektórych może to rozpraszać. Stanie przed tak więc jak na razie jest dla nas najlepszą opcją.

    Polubienie

  4. Monika Flok pisze:

    Zgadzamy się każdy z nas to przechodzi, tez tam mam mlodsza puki we wózku było ok ale teraz już chodziło i ciągłe gdzieś idzie, ale chodzimy ze starsza zawsze a mlodsza zależy jak pada to nie i jak marudzi

    Polubienie

  5. Krystyna Owczarek pisze:

    W moim Kościele na szczęście w każdą niedzielę jest Msza o 11.30 specjalnie dla dzieci. Podczas tego nabożeństwa nikomu nie przeszkadzają biegające czy krzyczące maluchy. Moim zdaniem jest to świetne rozwiązanie.

    Polubienie

  6. Patrycja Głog pisze:

    Temat dla nas bardzo istotny, albowiem dziś przy niedzieli rozgorzała między mną a teściową rozmowa o prowadzaniu naszej dwulatki do Kościoła. Niestety w praktyce wygląda to tak, że idziemy na spacer w koło Kościoła po placu, ja nie słyszę prawie nic (złe nagłośnienie) i nic nie wynoszę z niedzielnej homilii. Mimo, że zazwyczaj jest to msza dla dzieci to i tak wiecznie słyszę syknięcia o niewychowanej dwulatce. Teraz w lato chodzi (a raczej biega) po placu kościelnym, zimą zaś staniemy przed dylematem czy zabierać ją do Kościoła, bo w środku po prostu biega, a to już zupełnie irytuje wiele osób. Niestety to taki etap żywiołowego dziecka. Posadzona lub trzymana na rękach wyrywa się, piszczy…chce być w wiecznym ruchu. tłumaczenie póki co nic nie dają. Sama teściowa widząc raz jak córka jest ruchliwa w kościele stwierdziła, że nie umiemy wychować dziecka, które w Kościele powinno grzecznie stać. I tak było przez pierwszy rok, gdy chodziłam na Msze, gdy córka miała drzemkę w wózku. jak zaczęła chodzić zaczęło się latanie. Mimo to wciąż zabieram ją do Kościoła. Chcę utrwalić w niej, że w niedzielę jest taki rytuał. Tylko zniechęcają mnie bardzo głosy, które krytykują zachowanie mego dziecka. Oczywiście nie pozwalam jej krzyczeć itd, ale teraz jest też na etapie buntu, jakiekolwiek „nie” kończy się histerią i rzucaniem na ziemię. Jak wspominałam obawiam się jak to będzie w zimę, gdy nie będzie można przebywać całą mszę na zewnątrz. Bo niestety msza dla dzieci nie zawsze dla wszystkich oznacza to, że maluchy będą w jakimś stopniu przeszkadzać. Wiem, że w końcu nadejdzie dzień gdy córeczka stanie przy mnie na mszy (a to wymaga nauki i przyzwyczajeń). I niestety (nie generalizuje że tak jest wszędzie, ale u nas tak) odkąd mieszkamy na prowincji, gdzie wszyscy się znają, ludzie bardziej krytycznie patrzą i komentują zachowania dzieci (na mszy dziecięcej). Pamiętam, jak spotkałam się z tym, gdy na oko gdzieś właśnie dwulatkowi starsza pani zwróciła uwagę, by nie skakał po schodach, bo przyjdzie ksiądz i go skrzyczy…A do rodziców, że to wstyd by dziecko nie umiało ustać ładnie i lepiej by go zabrali do domu i dali innym spokojnie się modlić. Krzyki, bieganie po Kościele mogą irytować, ale gdy idziemy na mszę dla dzieci (nie bez powodu tak nazywa się dana msza,) powinniśmy być przygotowaniu, ze nie będzie kompletnej ciszy. Gdy moja córcia krzyczy proszę ją od razu o ciszę itd, ale nie da się zrobić tak by była jak głaz. I tu jednak przydałoby się troszkę zrozumienia innych. Idę na mszę dla dzieci więc powinienem być gotowy na pewne niedogodności. Prawda? A potem rodzice tak jak ja zastanawiają się nad sensem chodzenia z dzieckiem do koscioła. A to powinno być naturalne, chodzimy całą rodzina, bo wszyscy należymy do wspólnoty, a nie obawiamy sie czy nie usłyszmy znów jakiś komentarzy. Staram się jak mogę, by me dziecko ie przeszkadzało innym, ale nigdy do końca się nie da na tym etapie dwulatka. A tymczasem słowa: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie powinny być wyryte nad każdymi drzwiami.

    Polubienie

    • kobietaZikra pisze:

      Ja rozumiem takie zachowanie doskonale bo Starsza Ikra tez miewala takie.przeszlo w miare.teraz nawet jak Mlodsza cos gaworzy w trakcie mszy to Starsza upomina ja. Ale w czym rzecz.u nas pomoglo gdy w niedziele od samego rana rozmawialismy z nia zw jest niedziela bedziwmy szli do kosciola i trzeba tam byc grzecznym.nie biegac.nie krzyczec.to pomoglo.a na komentarze innych trzeba byc odpornym.jak ktos nie rozumie niech wybierze inna msze.

      Polubienie

  7. Emilka B pisze:

    Chodzę z dziewczynkami ale jak były małe to zabierałam im chrupki (jak zaczynały marudzić to wtedy dawałam) 😛 może to nie jest najlepsza metoda ale całą mszę usiedziały spokojnie 🙂

    Polubienie

  8. Marysia K pisze:

    Najłatwiej było gdy dziecko spało w wózku, starszą zabierałam do kościoła do czasu aż nie urodziła się młodsza. Potem znów zaczęłam to praktykować gdy młodsza miała ok pół roku i było ok dopóki siedziała w wózku. U nas raczej nie było chodzenia czy biegania, tylko pokładanie się na ławce, jęczenie kiedy koniec. Tak jest do dzisiaj a mają już dziewczyny 6 i 4 lata. Zabieram więc zawsze ze sobą obrazki świętych i kartki świąteczne i dziewczyny oglądają, ale mnie denerwuje fakt ze nie mogę się skupić i że je upominam ciągle – nie kop, nie kładź się na ławce, nie rób takiej miny itp. patrząc na nie odnoszę wrażenie ze myślą iż są w kościele za karę. Sprawy nie ułatwia fakt ze tata nie chodzi do kościoła i głośno o tym mówi 😦 ale ja chcę pokazać dziewczyną co jest w tym kościele takiego ważnego (i na pewno nie jest to ksiądz)

    Polubienie

  9. JULITA pisze:

    Gdy moje dzieci miały po 2 latka( córeczki a teraz i syn) zaczęliśmy je zabierać na mszę. Dziewczynki Aniołki:) a synek różnie.. najgorsze było z jego z ust.. „MAMOOOO KUPĘ..” ale teraz ma 3 latka i bywa że cos spsoci ale bardzo rzadko

    Polubienie

  10. Kamila Gonciarz pisze:

    Synka staramy się zabierać co niedzielę do kościoła. Oczywiście z zachowaniem bywa różnie…. Są dni lepsze i gorsze, dużo tłumaczymy i powoli wkraczamy w etap w którym w spokoju przesiedzi całą msze. Na początku ratowaliśmy się chrupkami i ulubioną przytulanką 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s